Nie ma to jak testowanie nowego sprzętu do makrofotografii w terenie, ale próba połapania się w ustawieniach podczas uganiania się za maleńkim, błyskawicznie poruszającym się obiektem to prawdziwy chrzest bojowy! Dokładnie to przytrafiło mi się podczas pierwszej wyprawy z moim nowym zestawem. Wypatrzyłem tego malucha, gdy śmigał po pniu martwego drzewa. Ledwo nadążałem za nim w wizjerze, ale szczęście mi dopisało i udało mi się zrobić kilka czystych ujęć. Moim niezwykle szybkim modelem był samiec tęczowego skakuna (Psecas chrysogrammus) – niezwykle barwny gatunek pochodzący z tropikalnych rejonów Ameryki Południowej. Pająki te słyną z widowiskowych rytuałów godowych, podczas których samce unoszą swoje długie, odwłoki, by zaprezentować bacznie obserwującym je samicom uderzające, mieniące się paski. Jeszcze bardziej fascynujący jest sposób, w jaki się poruszają. Zamiast polegać wyłącznie na sile mięśni, wykorzystują wewnętrzne ciśnienie hydrauliczne, by wystrzelić się na odległość będącą nawet 40-krotnością długości ich własnego ciała! Jeśli dodamy do tego niesamowity wzrok oraz zdolność do wykrywania odległych dźwięków i wibracji (i to mimo braku uszu!), to prawdziwy cud, że w ogóle udało mi się go uchwycić w kadrze.





